Niemcy zapłacą za odpady

Share

a006882b

Niemieckie koncerny energetyczne będą musiały utworzyć fundusz przeznaczony na składowanie radioaktywnych odpadów, które pochodzą z ich elektrowni atomowych.

Mają na to czas do 2022 roku, zaś wysokość tego funduszu ma wynieść 23,3 mld euro. W zamian za to, państwo ma przejąć odpowiedzialność za wspomniane odpady. Jest to swoisty kompromis, który został wypracowany przez ekspertów, w skład których weszli przedstawiciele rządu, biznesmeni, związkowcy oraz członkowie partii politycznych.

Pomysł jest dosyć szeroko krytykowany ze strony środowisk ekologicznych. Twierdzą one, że koncerny wykupią sobie brak odpowiedzialności za szkodliwe odpady, z którymi borykać się będzie państwo. Przejęcie odpowiedzialności za odpady przez państwo niemieckie wiąże się również z tym, że mogą wzrosnąć koszty składowania takich substancji w przyszłości. Jeżeli tak się stanie, to oczywistym jest, że zapłacą za to podatnicy ze swoich kieszeni.

Pojawiają się również inne głosy, które zgadzają się z takim postępowaniem. Zwolennicy sprawy podkreślają, że dzięki takiemu porozumieniu rząd zapewni sobie gotówkę, którą straciłby w przypadku bakructwa koncernów energetycznych. Szef urzędu kanclerskiego powiedział, że do końca bieżącego roku zostanie opracowany projekt ustawy o skutkach wyjścia z energii atomowej. Takie decyzje zostały podjęte praktycznie pięć lat temu, kiedy to rząd Angeli Merkel zdecydował się na zamknięcie wszystkich niemiecki elektrownii atomowych. Stopniowe wygaszanie elektrociepłowni ma się zakończyć w 2022 roku, a bezpośrednią przyczyną takiej decyzji była katastrofa w Japonii. Od tego czasu, Niemcy zażacie dyskutują na temat rozdziału kosztów tego przedsięwzięcia oraz składowania radioaktywnych odpadów, co jest jedną z najważniejszych kwestii.

Nowoczesne rozwiązania energetyczne pozwalają na bardzo wiele i ciągle rozwijają poziom, na jakim stoi światowy rynek energetyczny. Niestety, energia atomowa jest bardzo ciężka do ujarzmienia i potrafi być niestabilna, czego przykład mogliśmy zaobserwować kilka lat temu w Japonii. Nic dziwnego, że Niemcy boją się podobnego scenariusza i wolą szukać alternatywnych rozwiązań na produkcję energii.