magazine top

Od ponad trzydziestu lat Grupa Arche wyznacza standardy w polskim budownictwie, hotelarstwie i działalności społecznej. Od momentu powstania w 1991 roku firma zrealizowała ponad 10 tysięcy mieszkań i domów oraz 23 hotele, tworząc tym samym największą polską sieć hotelową. Arche to jednak znacznie więcej niż deweloper czy operator hoteli – to organizacja, która z pasją łączy biznes, sztukę i misję społeczną. Każda realizacja jest tu czymś więcej niż inwestycją – to symboliczny most między przeszłością a przyszłością, w którym współczesność przenika się z historią. Od rewitalizacji zabytków i obiektów poprzemysłowych, przez autorski i innowacyjny System Arche®, aż po działalność Fundacji Leny Grochowskiej i inne inicjatywy społeczne – firma konsekwentnie udowadnia, że odpowiedzialny biznes może realnie wpływać na otoczenie i ludzi.

Jak zrodził się pomysł na Arche, w jaki sposób firma odmienia oblicze polskich zabytków i dlaczego dla jej twórcy najważniejsi są ludzie, a nie mury – o filozofii i misji Grupy Arche opowiada Władysław Grochowski, Prezes Zarządu Arche S.A.

Grupa Arche od ponad trzech dekad rozwija się w imponującym tempie. Jak to wszystko się zaczęło? Skąd wziął się pomysł na założenie firmy i jak wyglądały pierwsze kroki w biznesie?

Firma powstała w 1991 roku jako odpowiedź na problemy ze skupem mleka. Wspólnie z około trzystoma rolnikami założyliśmy spółkę z myślą o jego przetwórstwie. Zebraliśmy równowartość dzisiejszych stu tysięcy złotych – kwotę niewystarczającą do uruchomienia produkcji, ale wystarczającą, by rozpocząć działalność deweloperską w Warszawie. Z właścicielami gruntów umówiliśmy się na rozliczenie w przyszłej powierzchni mieszkalnej, a pierwsze osiedle domów szeregowych powstało dzięki środkom od nabywców. Tak właśnie zaczęła się historia Arche. Trafiliśmy na dobry moment – budownictwo dopiero podnosiło się po zapaści, a my umieliśmy tę szansę wykorzystać.

Jakie są główne filary działalności Grupy Arche?

Obecnie naszą podstawową działalnością jest rewitalizacja zabytków oraz całych przestrzeni – często nieoczywistych, trudnych do realizacji, położonych w mniejszych miastach i miejscowościach, w tzw. Polsce powiatowej. Drugim filarem są hotele i mieszkaniówka – od nich zaczynaliśmy i to właśnie one pozwoliły nam na dalszy rozwój. Działalność hotelarską traktujemy bardzo szeroko, łącząc ją z kulturą, gastronomią, sportem, wydarzeniami społecznymi i artystycznymi. Z wielu realizowanych i przygotowywanych obecnie inwestycji mogę wymienić cztery kluczowe, każda o wartości kilkuset milionów złotych: Królewską Papiernię w Konstancinie-Jeziornie, Elektrociepłownię Szombierki w Bytomiu, Fort Szczęśliwice w Warszawie oraz Famuły w Łodzi. Arche jest trochę takim przedsiębiorstwem społecznym, ale potrafimy na tym zarabiać i rozwijać się. Mamy mniej konkurencji, bo to zdecydowanie trudniejsza działalność, ale jednocześnie bardzo przyszłościowa. Myślę, że nasz sposób działania jest już podglądany przez inne podmioty i wkrótce pojawią się naśladowcy. Bo biznes potrafi liczyć pieniądze, w przeciwieństwie do budżetówki. My płacimy podatki, które później często są roztrwaniane przez biurokrację, przeregulowanie i procedury.

Skąd wzięła się u Pana pasja do przywracania życia obiektom historycznym?

Myślę, że zawsze to gdzieś we mnie było. Uświadomiłem to sobie dopiero niedawno – już jako kilkunastoletni chłopak lubiłem chodzić w miejsca, z których ludzie wyjechali po wojnie. Zarosły one lasem, ale wciąż można tam było znaleźć ślady dawnych piwnic, kapliczek czy murów. Wyobrażałem sobie, jak wyglądało życie tych, którzy tam mieszkali. Po studiach przymierzałem się do zakupu kilku dworów – w Krępie koło Garwolina, w Krzesku koło Siedlec, a później także pałacu w Mordach. Na szczęście nic z tego nie wyszło, bo w tamtych czasach, za komuny, o wszystkim decydował wojewoda. Dziś wiem, że to dobrze – wtedy byłoby to dla mnie zbyt duże wyzwanie, porwanie się z motyką na słońce, jak dla wielu innych. To były raczej marzenia niż realne plany. Dopiero po wielu latach kupiliśmy Pałac w Łochowie. I właśnie tam zaczęło się spełnianie marzeń, ale też prawdziwa nauka. Początkowo chciałem mieć po prostu jeden zabytek, ale z czasem temat nas wciągnął. Zrozumieliśmy, że takie obiekty mogą mieć nowy cel i realne znaczenie. W Łochowie przy okazji zrewitalizowaliśmy też część terenu – powstał budynek z 45 mieszkaniami dla rodzin, które wcześniej zajmowały pałacowe zabudowania. To doświadczenie pokazało nam, że inwestowanie może mieć również głęboki społeczny wymiar.

Które projekty uważa Pan za przełomowe dla marki Arche?

Zdecydowanie Pałac i Folwark Łochów. To dziś ogromny projekt – ma prawie 600 pokoi hotelowych i pełni wiele różnych funkcji. Całość jest rozproszona, dzięki czemu nie widać skali przedsięwzięcia, a miejsce pozostaje przyjazne dla ludzi. Działa tam oddział Fundacji Leny Grochowskiej, funkcjonuje rzemiosło, galeria, kościół wykorzystywany m.in. podczas ślubów i chrztów, a także domki przeznaczone dla inwestorów. Całe założenie obejmuje trzy części: zabytkowy zespół pałacowo-parkowy z pałacem, oficyną, wozownią i drewutnią; nową część hotelową inspirowaną dawnym folwarkiem, który rozebrano wiele lat po wojnie; oraz osiedle domów jednorodzinnych w większości w technologii drewnianej – wielopokojowych, idealnych np. na rodzinne zjazdy. Całość zajmuje ponad 40 hektarów z rzeką, wewnętrznymi stawami i zagrodą ze zwierzętami. Odbywają się tu liczne wydarzenia, m.in. Bal Charytatywny, Paratriathlon Kraina Liwca czy uroczystości organizowane wspólnie z Ośrodkiem Kultury i lokalnym samorządem. Drugim ważnym projektem jest Tobaco Park w Łodzi – dawna fabryka papierosów, którą rewitalizowaliśmy przez wiele lat. Gdy zaczynaliśmy, 20 lat temu, nawet nie wiedziałem, że to, co robimy, nazywa się „rewitalizacją”. Dziś to nowoczesny kompleks, w którym obok mieszkań znajduje się hotel i restauracja. Po pożarze część budynku została odbudowana w nowoczesnej formie, tak by wyraźnie było widać, co jest oryginałem, a co nowym dodatkiem. To przykład połączenia zabytku z nowoczesnymi technologiami. Takie całościowe podejście do odnowy całych zdegradowanych kwartałów uważam za znacznie lepsze niż rewitalizowanie pojedynczych fragmentów. Kolejnym, wyjątkowym projektem jest Cukrownia Żnin. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, miasto wyglądało na opuszczone i smutne, nikt nie wiedział, co z tym obiektem zrobić. Polska Spółka Cukrowa wielokrotnie ogłaszała przetargi, ale bez skutku – ostatecznie planowano podzielić teren na działki i wyburzyć wszystko. Obiekt znajdował się w samym centrum miasta, nad jeziorem. Uznałem, że nie możemy do tego dopuścić i zdecydowałem o zakupie, choć nikt nie był zwolennikiem tego pomysłu. Postawiłem się wszystkim, nie przypuszczając, że właśnie ta inwestycja okaże się naszą najlepszą decyzją. Cukrownia Żnin otworzyła nam oczy i stała się projektem, który najbardziej zmienił naszą firmę.

Na czym polega autorski System Arche® i jakie korzyści przynosi inwestorom indywidualnym?

System narodził się na początku lat 2000. W Konstancinie sprzedaliśmy 70 mieszkań inwestorom i zarządzaliśmy nimi w ich imieniu – przy obowiązującej wtedy uldze podatkowej na wynajem. Inwestorzy mieli spokój przez 10 lat, bo na taki okres należało przeznaczyć lokale na najem. Potem przyszedł projekt Puławska Residence i kolejne. W hotelach zasada jest prosta: nabywany pokój ma udział w całej nieruchomości i w zyskach ze wszystkich aktywności obiektu. Ponieważ wprowadzamy wiele usług dodatkowych, wyniki często są ponadprzeciętne. Od lat gwarantujemy minimalną stopę zwrotu 5% na wypadek zdarzeń nadzwyczajnych (jak pandemia), a naszym celem jest ok. 10%. W niektórych lokalizacjach, jak Żnin, inwestorzy osiągają 14–15%.

Czy realizujecie Państwo projekty głównie własnymi zasobami, czy też korzystacie ze wsparcia zewnętrznych partnerów i biur projektowych?

Nasze zaplecze projektowe jest połączone. Mamy własną, stale rozwijającą się pracownię, ale nie jesteśmy w stanie działać wyłącznie sami. Od wielu lat współpracujemy z zewnętrznymi biurami – zazwyczaj z dwoma lub trzema jednocześnie. Nasze projekty są nieoczywiste – to często bardzo zdegradowane obiekty poprzemysłowe lub zabytki, dlatego wymagają zupełnie innego podejścia. Nie podchodzimy do rewitalizacji w sposób konwencjonalny. Jeśli coś zostało zniszczone, nie odtwarzamy tego na siłę. Gdy już odtwarzamy, robimy to w sposób nowoczesny. Staramy się łączyć to, co zastaliśmy – to, co zaprojektował czas, patyna, a czasem nawet pożar – z nowymi rozwiązaniami. To podejście jest nietypowe, więc współpracujące z nami biura i architekci muszą je rozumieć. Czasem chcą zrobić zabytek „ładny”, wszystko nowe i cukierkowe, ale to jest po prostu sztuczne. Ja nie akceptuję sztuczności. Dlatego współpracujemy wyłącznie z tymi, którzy czują naszą filozofię projektowania – zarówno z zewnętrznych biur, jak i z naszego zespołu wewnętrznego.

Jakie nowoczesne rozwiązania technologiczne i ekologiczne stosujecie Państwo w swoich inwestycjach?

Stosujemy wiele takich rozwiązań. Przede wszystkim staramy się nie burzyć tego, czego nie musimy – dzięki temu znacząco ograniczamy ślad węglowy naszych inwestycji. Od kilku lat rozwijamy także prefabrykację. Zaczynaliśmy od przystosowania kontenerów morskich w projekcie Arche Siedlisko, gdzie takie jednostki mieszkalne ustawialiśmy w wyludniających się miejscowościach, szczególnie na wschodzie Polski. Dziś potrafimy już budować w pełni prefabrykowane, modułowe hotele i mieszkania. Pierwszy taki hotel powstał w Siedlcach, a kolejny – znacznie większy, ponad 100 pokoi – realizujemy w Elektrociepłowni Zabrze. Trwają też prace nad mieszkaniami w Żninie, które powstaną dla Fundacji Leny Grochowskiej z przeznaczeniem dla osób wykluczonych. Mamy świetnych konstruktorów, którzy potrafią przy stosunkowo niewielkich kosztach „zszyć” budynek czy wzmocnić fundamenty, na przykład w technologii jet-grouting. Stosujemy różne metody, by ratować zabytki i unikać ich rozbiórki. Ciekawą technologią jest impregnacja zniszczeń na ścianach – pozwala utrwalić działanie czasu, zachowując autentyczność materiału, nawet gdy cegła jest porowata i krucha. Oczywiście wdrażamy też rozwiązania proekologiczne – instalujemy fotowoltaikę, gdzie to możliwe, tworzymy zielone dachy, a w naszych hotelach całkowicie zrezygnowaliśmy z wody w plastikowych butelkach. W ich miejsce wprowadziliśmy dystrybutory wody na korytarzach, z których goście mogą korzystać bez ograniczeń.

Ilu pracowników zatrudnia dziś firma Arche i jakich obecnie poszukujecie?

Zatrudniamy około dwóch tysięcy osób w różnych formach współpracy. U nas to pracownik decyduje, w jaki sposób chce pracować – stawiamy na elastyczność i zaufanie. Większość naszej kadry stanowią hotelarze i budowlańcy, ponieważ stale realizujemy nowe inwestycje i otwieramy kolejne hotele. Poszukujemy więc specjalistów ze wszystkich zawodów związanych z tymi branżami.

Czy przy realizacji inwestycji stawiacie przede wszystkim na sprawdzonych, stałych podwykonawców, czy raczej na lokalne firmy?

Bez sprawdzonych partnerów taki wolumen inwestycji byłby niemożliwy. Współpracujemy z wieloma firmami, które są z nami od początku działalności – 35 lat temu zaczynały jako jednoosobowe, a dziś zatrudniają dziesiątki, a nawet ponad sto osób. To nasi stali, zaufani podwykonawcy. Jednocześnie bardzo chętnie sięgamy po lokalne firmy, zwłaszcza przy rewitalizacjach zabytków, gdzie liczą się tradycyjne, rzemieślnicze umiejętności. Nasi kierownicy projektów jeżdżą po całej Polsce, poznają lokalne rynki i stale poszerzają bazę współpracowników. W całej historii firmy nigdy nie mieliśmy problemów z terminowymi płatnościami – dla nas to kwestia wiarygodności i wzajemnego szacunku wobec partnerów.

Działalność społeczna jest jednym z filarów Arche. Jak wpisują się w nią inicjatywy Fundacji Leny Grochowskiej i projekt pracy z więźniami?

Nigdy nie sądziłem, że znajdziemy się w tym miejscu, że będziemy mieli tak dużą firmę. Zawsze bardziej interesowały mnie działania społeczne. Sam mam niewielkie potrzeby, może dlatego jako cała Grupa Arche jesteśmy dziś postrzegani jako przedsiębiorstwo z misją. W tym obszarze mamy jeszcze niewielką konkurencję, ale wierzę, że to się zmieni. Biznes przez lata skupiał się wyłącznie na maksymalizacji zysków, a świat doszedł do momentu, w którym trzeba zacząć działać inaczej. Społeczna odpowiedzialność biznesu zyskuje coraz większe znaczenie – i jest też pozytywnie odbierana przez naszych inwestorów i gości, którzy widzą, że dzielimy się tym, co zarabiamy. Fundacja Leny Grochowskiej od lat zajmuje się zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami i pomocą uchodźcom, a ostatnio realizuje również projekt dla osób bezdomnych. Dziesięć pierwszych osób otrzymało mieszkania i pracę. To często ludzie po trudnych doświadczeniach – uzależnieniach czy wychowani w rodzinach patologicznych – i naprawdę imponujące jest, jak dobrze sobie radzą, gdy tylko dostaną szansę. Kolejnym bardzo ważnym projektem, z którego szczególnie dumna jest pani Monika Wojciechowska, jest inicjatywa pracy z więźniami realizowana w trzech zakładach karnych. Uważam, że to wyjątkowy i niezwykle potrzebny projekt. Resocjalizacja poprzez pracę ma ogromny sens – praca manualna pozwala się wyciszyć, skupić, daje poczucie celu i sprawczości. Więźniowie, którzy spędzili za murami kilkanaście lat, po wyjściu często nie mają żadnego wsparcia i wracają do dawnego środowiska. My chcemy im w tym pomóc – pierwsi z nich otrzymali już mieszkanie i pracę. Wierzę, że rolą biznesu jest uzupełnianie tego, czego nie potrafi zapewnić państwo. To dla nas nie tylko obowiązek, ale także ogromna satysfakcja.

Jakie są najważniejsze cele i plany rozwojowe Grupy Arche na najbliższe lata?

Jesteśmy dopiero na początku drogi. Wszystkiego nauczyliśmy się głównie dzięki własnym doświadczeniom – czasem błędom, czasem intuicji i emocjom. Dziś widzimy, że obraliśmy właściwy kierunek, a potrzeb jest naprawdę wiele. Obecnie realizujemy 14 projektów, kolejne 15 jest już w przygotowaniu, a następne są na etapie rozmów. Interesują nas przede wszystkim duże i bardzo duże przedsięwzięcia – całe kwartały miast, szczególnie w miejscach mniej oczywistych. Chcemy tchnąć w nie nowe życie, pobudzić lokalne społeczności i dać im pozytywną energię. Widzimy to choćby w Żninie – po rewitalizacji Cukrowni miasto dosłownie odżyło, pojawiło się wiele inicjatyw i nowa aktywność mieszkańców. To właśnie ten proces tworzenia, kreowania przestrzeni i relacji, najbardziej nas napędza. Ważne jest też, by otwierać głowy pracownikom, inspirować ich do myślenia szerzej. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, by wciąż rozwijać nasz potencjał. Zainteresowanie naszymi działaniami pojawia się również z zagranicy – z kilku krajów zgłoszono się już do nas z propozycjami współpracy. Wiele miejsc ma podobne problemy i potrzeby jak te, z którymi mierzymy się w Polsce. Prowadzimy wstępne rozpoznanie i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.

fb button

grab my essay banner

logo jooble