magazine top

Rosnące koszty życia i niezadowolenie z sytuacji gospodarczej mogą zaważyć na wyniku wyborów połówkowych w USA i doprowadzić do przegranej republikanów. Tym bardziej że poparcie dla prezydentury Donalda Trumpa według ostatnich sondaży wynosi 31–36 proc. Nawet utrata większości w Kongresie nie musi jednak oznaczać zasadniczej zmiany polityki rządzącej administracji.

– Ci, którzy muszą opłacać rachunki, którzy widzą rosnące raty kredytów, którzy zaglądają w swoje domowe portfele i nie widzą tej trumpowskiej rewolucji w budżetach swoich gospodarstw domowych, będą o tym mocno myśleć przed wyborami. W Stanach Zjednoczonych słynne hasło „Gospodarka, głupcze!”, mimo że ma już prawie 40 lat, nadal decyduje o wynikach kolejnych wyborów. Nastroje konsumentów, ich niezadowolenie ze stanu gospodarki, a przede wszystkim z drożyzny, która nie ustępuje, są dziś największym wyzwaniem dla partii rządzącej – mówi agencji Newseria Jakub Dymek, współautor podcastu „Dwie Lewe Ręce”.

Demokraci w ostatnich sondażach mają kilka punktów procentowych przewagi nad Republikanami. Według analizy Ośrodka Studiów Wschodnich jednym z powodów niezadowolenia Amerykanów są wysokie ceny paliw, zwłaszcza oleju napędowego, które szczególnie dotykają farmerów. To ważna grupa wyborców Partii Republikańskiej, która wcześniej odczuła już skutki wojny celnej oraz ograniczenia dostępu do pracowników w wyniku zaostrzenia polityki imigracyjnej.

– Przegrana w wyborach połówkowych nie ograniczy możliwości prowadzenia polityki przez Donalda Trumpa w tak dużym stopniu, jak oczekiwaliby tego jego oponenci. Donald Trump i Republikanie w większości zapewnili sobie możliwość kontynuowania kluczowych aspektów tej polityki, czy to w kwestii ceł i podejścia do handlu, czy zbrojeń i budżetu Pentagonu, czy dużej swobody dyplomatycznej, którą prezydent sobie przyznał. To, co się istotnie zmieni po wyborach, o ile administracja je przegra, to dużo większa możliwość patrzenia przez demokratów na ręce Donaldowi Trumpowi i dużo mniejsza swoboda jego administracji w rozporządzaniu budżetem – wskazuje Jakub Dymek podczas Krynica Forum 2026.

W wyborach 3 listopada Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów oraz jedną trzecią senatorów (35). Republikanie mają obecnie większość w obu izbach Kongresu. Przejęcie kontroli nad jedną lub obiema izbami przez Demokratów utrudniłoby Trumpowi uchwalanie nowych ustaw i przyjmowanie rozwiązań budżetowych. Dałoby też opozycji większe możliwości kontroli działań administracji, w tym organizowania przesłuchań i wszczynania dochodzeń parlamentarnych. Prezydent zachowałby jednak szerokie uprawnienia w polityce zagranicznej, choć ich wykonywanie również podlega ograniczeniom prawnym i kontroli Kongresu.

– Wygrana republikanów oznaczałaby zaskakujące dla większości analityków i algorytmów predykcyjnych przedłużenie mandatu dla Donalda Trumpa i jego ekipy do kontynuacji polityki agresywnego protekcjonizmu handlowego, polityki przemysłowej, reindustrializacji Stanów Zjednoczonych kosztem dawnych sojuszników i partnerów oraz tego, co zwykliśmy nazywać wojnami handlowymi. O ile wszystkie inne aspekty polityki Donalda Trumpa w dziedzinie spraw zagranicznych i tak byłyby kontynuowane, o tyle duży i mocny mandat obu izb Kongresu dałby mu możliwość kontynuacji polityki handlowej, nakładania ceł i taryf oraz reindustrializacji Ameryki niejako siłą – ocenia współautor podcastu „Dwie Lewe Ręce”.

Jak podkreśla, tegoroczne wybory połówkowe budzą wyjątkowe zainteresowanie w Polsce. Może mieć to związek z tym, jak mocno ocena prezydentury Donalda Trumpa polaryzuje Polaków. Z badania CBOS opublikowanego w lutym 2026 roku, czyli jeszcze przed atakiem na Iran, wynika, że negatywnie oceniało ją 60 proc. respondentów, a pozytywnie 28 proc. 60 proc. Polaków przyznało, że prezydentura Trumpa budzi w nich obawy, a 41 proc. uważało, że przyczynia się do spadku bezpieczeństwa naszego kraju. Oceny amerykańskiego prezydenta wyraźnie różnią się jednak w zależności od sympatii politycznych. Wśród wyborców PiS 68 proc. oceniało jego działania pozytywnie, podobnie jak 64 proc. sympatyków Konfederacji Korony Polskiej i 55 proc. Konfederacji Wolność i Niepodległość. Z kolei w elektoracie Koalicji Obywatelskiej 97 proc. badanych wystawiło negatywną ocenę, a Partii Razem – 93 proc.

– Im bardziej Donald Trump prowadzi politykę, która jest z punktu widzenia naszego regionu ryzykowna, niekonwencjonalna albo wprost wroga, tym bardziej jego wsparcie może się stać dla polskich partii politycznych ciężarem, a nie pomocą, jak bywało wcześniej. Analogicznie dla obozu rządowego coraz bardziej chaotyczne, niepoukładane rządy amerykańskiej administracji trumpowskiej będą mocnym punktem w kampanii wyborczej, która będzie podkreślała niestabilność i bezsens trzymania się klamki Amerykanów przez obóz prezydencki – przekonuje Jakub Dymek.

W ostatnich tygodniach amerykańska administracja podjęła kilka decyzji, które obserwatorzy interpretują jako ustępstwa wobec Rosji. Trump zawiesił część sankcji, umożliwiając eksport rosyjskiego oleju napędowego m.in. do USA. Odstąpił też od stosowania nowych restrykcji na podstawie tzw. ustawy Grahama. Jednocześnie naciskał na Ukrainę, by zaprzestała ataków na rosyjskie rafinerie, które według jego administracji przyczyniają się do wzrostu cen paliw.

– Najwięcej powodów do rozgoryczenia mają prawo czuć w Polsce ci, którzy mówili, że Trump będzie twardym szeryfem, który za pomocą typowych negocjacyjnych sztuczek narzuci twarde warunki Putinowi i zakończy rosyjską inwazję na Ukrainę jednym słowem i w ciągu jednej doby. Wszyscy, którzy w całej swojej proamerykańskiej naiwności uwierzyli w te zapowiedzi, patrząc na to, co się dzieje w ostatnich tygodniach, i na to, jakich ruchów wobec Rosji dokonuje prezydent Trump, mają powody, żeby się zastanawiać nad sensownością swoich wczorajszych opinii – podkreśla ekspert.

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku państwa europejskie zaczęły ograniczać import surowców energetycznych z Rosji i zwiększać zakupy z innych kierunków. Stany Zjednoczone skorzystały na tej dywersyfikacji. Według danych Rady UE w 2025 roku Stany Zjednoczone odpowiadały za niemal 58 proc. unijnego importu gazu LNG. W porównaniu z 2021 rokiem import tego surowca z USA wzrósł trzykrotnie. Europa kupuje też więcej amerykańskiego uzbrojenia. Jak wynika z danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), w latach 2021–2025 na USA przypadało 58 proc. importu uzbrojenia przez europejskich członków NATO.

– Stanom Zjednoczonym, mówiąc bardzo brutalnie, ta wojna się opłaca. Przez bardzo długi czas czerpali oni z rosyjskiej inwazji na Ukrainę olbrzymią dywidendę, jeżeli chodzi o koszty energii, zyski transferowane do amerykańskich spółek, zyski amerykańskich banków, korporacji zbrojeniowych i uzależnianie Europy od amerykańskiej technologii, eksportu energii i sprzętu militarnego. Jeden z istotniejszych powodów, dla których Donald Trump chciał zakończyć wojnę w Ukrainie, miał naturę propagandową. To byłby widoczny sukces, którym można byłoby się pochwalić na początku kadencji. To się jednak nie udało, stąd tym większa determinacja, a może nawet desperacja, by ten swoisty pomnik skuteczności trumpowskiej dyplomacji wystawić jeszcze przed rozstrzygnięciem wyborów w połowie kadencji – ocenia Jakub Dymek.

Źródło: Newseria

fb button

grab my essay banner

logo jooble

Popularne